środa, 11 stycznia 2017

W Stars Hollow jest zabawnie, czyli na dobry początek kilka słów o "Gilmore Girls"


Trochę jest we mnie niepewności, bo czuję w sobie skryte głęboko przeświadczenie, że blog o kulturze amerykańskiej powinien mówić o klasyce, o dziełach ważnych i uznanych przez wielu. Ale wiecie co, nieprawda! Doszłam do wniosku, że w końcu wolno mi pisać tu o rzeczach przeróżnych, więc zacznę może i prosto, ale poruszę temat, do którego potrafię teraz podchodzić z żywym entuzjazmem. Mówię o serialu, który zaczęłam oglądać pod koniec grudnia i jestem dopiero w trakcie poznawania pierwszego sezonu, ale bardzo chcę się swoją fascynacją szybko podzielić.

O "Gilmore Girls" usłyszałam jakiś czas temu (i to stosunkowo niedawno!) i zechciałam sprawdzić, czy ja też będę po stronie tych, którzy te szalone kobiety uwielbiają. Jak już pewnie się domyślacie, odpowiedź jest prosta: tak, przepadłam (na razie bardziej w sensie metaforycznym, bo jestem dopiero na pierwszym sezonie, no ale...). 

Fascynuje mnie to, jak wyważony jest ten serial, że wszystko pasuje, wywołuje uśmiech, rozchmurza, a przy tym nie sprawia wrażenia tandetnego czy naciąganego. Jest tak, jak powinno być. Chociaż widz jest świadomy faktu, że to serial rozrywkowy i stosunkowo banalny, to jednak, dzięki pewnym cechom, niepowtarzalny w swojej prostocie i uroku. 

Trudno pozostać obojętnym w stosunku do bohaterów, gdyż są wykreowani w tak genialny sposób, że wzbudzają wiele emocji. A jak postaci poruszają i wydają się żywe, to jest duże prawdopodobieństwo, że taki film/książkę szybko się polubi. A w "Kochanych kłopotach" (przepraszam, z całym szacunkiem, ale ten tytuł ledwo mi przechodzi przez gardło i klawiaturę) mamy cały wachlarz osobowości. Mogą rozczulać, dziwić, być nam bliscy, bawić, irytować czy intrygować, ale na pewno nie są to ludzie nudni i mdli. Tacy nie mieszkają po prostu w Stars Hollow!

Dodatkowym elementem, który bardzo mi się w "Gilmore..." podoba, to to, że Rory dużo czyta. Umówmy się, ludzie, którzy czytają lubią widzieć, kiedy bohaterowie książek czy filmów też to robią. Miło podejrzeć, jaka książka podoba się danej postaci. To interesujące, ale też inspirujące, bo człowiek od razu sam czuje się bardziej zdeterminowany, by poznawać kolejne dzieła.

Tekst ten nie jest na pewno przesadnie wnikliwy, bo i sama dopiero ten serial poznaję i wiem o nim bardzo mało. Chcę jednak zasygnalizować, że polecam Wam zajrzeć, bo warto (lekarstwo na smutki!). Być może kiedyś jeszcze ten temat poruszę, to nawet wielce prawdopodobne.